Napalony ginekolog cz. 1

Od kilku dni chodziła mi po głowie myśl o pójściu do ginekologa. Mimo że nic mi nie dolegało, chciałam, żeby Mój Pan G skontrolował, czy zużycie materiału nie przekroczyło normy ;) I dlatego w końcu zadzwoniłam do niego na komórkę, żeby zapisać się na wizytę. Tak na marginesie Pan G należy do tych, którzy nie posiadają swojej osobistej sekretarki, pielęgniarki, czy jak to się tam nazywa. W związku z tym miałam na niego dwie teorie: albo jest samowystarczalny, albo to gej. Tę drugą opcję było mi ciężko dopuścić do świadomości, bo to naprawdę całkiem przystojny facet i ilekroć rozkładałam przed nim nogi, przechodziły przeze mnie ciarki. Nie mówiąc już o tym, co czułam, kiedy rozpoczynał badanie… . A później ten jego wzrok na wpół zadowolony, ale i ukrywający zawstydzenie, kiedy wsuwając palec nie napotyka oporu, a wręcz przeciwnie… .

  Czytaj dalej