Ministrant i ja… cz. 2

W nocy po „kolędzie” długo nie mogłam zmrużyć oka. Przez pół nocy rozmyślałam o tym chłopaku i o całym zajściu. Wyobrażałam sobie nas obydwoje nagich w moim łóżku jak się ogniście kochamy, co po chwila zmieniając wersję. Raz on był ognisty, innym razem to ja grałam pierwsze skrzypce. I tak sama się nakręcałam w kółko. W ciągu dnia mój apetyt na niego ciągle wzrastał i nawet wieczorne zabawy z „Jednookim Dżonym z szuflady” nie pomagały.

Nasze przypadkowe spotkanie miało miejsce po takim czasie, kiedy zaczęłam tracić

nadzieję, że już się kiedykolwiek zobaczymy, tj. niemal trzy tygodnie później. A wyglądało to tak.

Był wtorek. Tego dnia sama wyszłam ze szkoły i miałam dwadzieścia minut do odjazdu autobusu. Pomyślałam, że zrobię jeszcze zakupy w drogerii, bo i tak będę koło niej przechodziła. Popędziłam w jej kierunku, żeby mieć więcej czasu na przebieranie w kosmetykach. Nie dość, że miałam na sobie kozaki na wysokim obcasie, które niemożliwie utrudniały mi bieg po chodniku, to dodatkowo moja ulubiona dżinsowa mini zdecydowanie mnie ograniczała – jak nigdy! Po kilku minutach stałam już w drzwiach sklepu. Jeszcze tylko strząsnęłam z włosów i płaszczyka śnieg, który zdążył przykryć mnie dość grubą warstwą, i ruszyłam między regały. Przechodziłam właśnie obok regałów ze środkami do mycia powierzchni, kiedy drogę przeciął mi jakiś chłopak. Nie przyjrzałam mu się uważnie, bo szlam do wybranego działu jak na automatycznym pilocie. Kiedy już porównywałam odcienie szminek, usłyszałam za sobą czyjś głos:

  • Cześć!

To był on! Ministrant! Z udawanym spokojem odpowiedziałam:

  • Cześć! Zakupy?
  • No jak widać! – i wymachując koszykiem, popatrzył na mnie z uśmiechem, który od początku nie schodził mu z ust.

Zajrzałam do środka. Był prawie pusty, z wyjątkiem czerwonej butelki Ajaksu.

  • Szykuje się sprzątanko?! – wypaliłam.
  • Pójdziesz ze mną na piwo? – spytał bez owijania w bawełnę. – Znam jedno fajne miejsce.

Po krótkiej chwili wahania (tylko udawanego!) zgodziłam się i wyszliśmy.

Knajpka była dosyć spora i prawie pusta. Nigdy wcześniej tam nie byłam. Kupiliśmy po piwie i wydawało mi się, że usiedliśmy w najbardziej ustronnym miejscu. Chłopak okazał się naprawdę sympatyczny. Siedzieliśmy tak około godziny, popijając kolejne piwko, a ja całkowicie straciłam poczucie czasu. W pewnej chwili zapytał:

  • Masz ochotę na bilard?
  • Czemu nie?! – odparłam – Choć kompletnie nie potrafię grać.
  • To jeszcze lepiej. Może cię czegoś nauczę?

I poszliśmy do samego końca sali. Stół znajdował się za ścianą, w pobliżu toalety, dlatego go nie zauważyłam. Kiedy już się tam znaleźliśmy, rozpoczęliśmy naukę. Piotrek, jak na mój gust grał całkiem nieźle i początkowo było mi strasznie wstyd „chwalić się” moją grą, ale skutecznie mnie ośmielił. Stanął za mną kiedy się pochylałam, żeby uderzyć bilę i tak pokierował moimi rekami, że chyba pierwszy raz w życiu trafiłam! Niestety, kiedy tylko nie próbował mi pomagać od razu wychodziłam na fajtłapę. Aż w końcu, po kilku partyjkach i kolejnym browarku udało mi się trafić bez jego pomocy! „No nareszcie!” ucieszyłam się jak nigdy! Najwyższy czas! Mój trener jednak nie chciał nawet słyszeć o tym ,żeby przestać mi pomagać. Uważał, że nikt tak nie pokieruje moim strzałem, jak on. Mówił to w taki sposób, że podtekst seksualny był wystarczająco czytelny. Ale i nie bez przyczyny.

W pewnej chwili przysunął się do mnie jeszcze bliżej niż dotychczas i zamiast na moją dłoń jego ręka powędrowała wyżej, w kierunku mojego biustu. Chwyciłam ją i położyłam tam gdzie jej miejsce – chciałam się z nim jeszcze troszkę podroczyć… za drugim razem jego dłoń powędrowali już pod mój sweterku. Najpierw poczuła zataczana palcem kółeczka wokół pępka, następnie coraz wyżej przyjemne łaskotanie, aż w końcu dotknął moich piersi. Wsunął pd bluzeczkę drugą dłoń i dołączył ją na druga pierś. Staliśmy trak wtuleni w siebie. On delikatnie całował moją szyję i kark pieszcząc równoczesne piersi, a ja stałam jak zahipnotyzowana patrząc przez okno. Przyszły mi do głowy dwie rzeczy. Pierwsza, że nigdy nie robiłam tego w publicznym miejscu. Druga – tego dnia wyglądałam tam niewyjściowo. Nie spodziewałam się takiego spontana i generalnie mówiąc moja cipka nie była przystrzyżona. Przez głowę przeleciała jeszcze myśl: „odwrót?!”. I wtedy włożył mi rękę pod spódnicę. W głowie miałam kocioł bałkański – ale wiocha! Jestem spalona! I wtedy wsunął dłoń pod majtki – i… zagłębił się w moją szparkę bez słowa. Pocałował mnie jeszcze w szyję i szepnął: „Mam na Ciebie ochotę. Moja odpowiedź była krótka: docisnęłam jego dłoń do swojej cipki – nie chciałam delikatnych pieszczot. Pragnęłam szybkiego, ostrego dymanka na stole! Te trzy piwa ośmieliły mnie do tego stopnia, że powiedziałam mu to! Chwyciłam się stołu obydwoma rękami i wypięłam tyłeczek.

  • Nie tak szybko! Musisz mi pomóc! I odwrócił do siebie.

Uklękłam przed nim, rozpięłam mu spodnie i wyciągnęłam zaczynającego sztywnieć penisa. Włożyłam go do buzi zastanawiając się, czy ktoś mnie wdzi, jak robię loda i nakręcałam się tą myślą. Oczami wyobraźni uż widziałam, jak facet stojący w rogu sali podchodzi do mnie, mówąc „jestem następny” i opuszcza spodnie. Później wpycha mi swojego penisa do ust, przytrzymuje mi głowę i w miarę moich corz szybszych ruchów ustam i językiem dociska mnie do swojego przyrodzenia, żeby jeszcze przyspieszyć i panować nade mną. Momentami tak mocno mnie dociska, że członek dochodzi mi do samego gardła, ale jemu tak się właśnie najbardziej podoba, więc pcha i pcha. I wtedy usłyszałam głos:

  • Wystarczy, bo zaraz dojdę!

Paweł podniósł mnie z kolan i oparł o stół, następnie, opuścił nice rajstopy i majteczki tak, żeby mieć dostęp do mojej pupy i wsunął się bez oporów do mokrej cipki, podnieconej wyobrażeniami smakiem lodzika w ustach. Stałam tak wypięta i nadal rozmyślałam o drugim penisie. Przymknęłam oczy i zobaczyłam go jak podchodzi do mnie, wyciąga wacka ze spodni i dotyka nim mojej muszelki i pociera ją zdecydowanym ruchem. Wtedy poczułam szarpnięcie – to Piotrek pociągnął mnie na stojące obok krzesło. Posadził mnie na sobie, a ja usiadłam na nim tyłem z rozchylonymi nogami i ujeżdżałam tak szybko i głęboko jak tylko mogłam. Czułam jak wbija wzrok w moje krągłe pośladki i podnieca się ich widokiem. Nie mogłam już dłużej, ale kiedy się podnosiłam, mimowolnie mnie przytrzymał. Wsparłam się rękami o brzeg stołu i mocno wypięłam pupę. Chciałam, żeby wziął sprawy w swoje ręce. Niemal natychmiast ujął w dłoń swojego penisa masturbował się pocierając nim o moje krocze. Wypięłam się tak, żeby drażnił nim także moją łechtaczkę. Wkładał go na przemian to do dziurki, to po łechtaczce, dziurka, łechtaczka i powtarzał to tak długo, aż doszłam i opadłam na stół. Wtedy widząc, ze zostałam zaspokojona, wsunął go między moje pośladki i tam, w okolicy drugiej dziurki doszedł pomagając sobie ręką. Przyjemne ciepło rozeszło się po mojej pupie i poczułam jak cienkie strumienie spermy spływały mi po pośladkach na uda. Nie miałam niczego pod ręką, żeby zetrzeć ślady naszej zabawy.

  • Ubieraj się, bo ktoś idzie! – powiedział do mnie Piotr.
  • Łatwo ci mówić! – I przeniosłam wzrok z niego na moje krocze.

Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. A ja szybko naciągnęłam na siebie rajstopy…

3 myśli nt. „Ministrant i ja… cz. 2

  1. Super opowiadania, kochani!
    Odskocznia od szarej rzeczywistości.
    Sam autor tak się nakręcił, że myli Piotra z Pawłem, chyba że to bracia Mroczki ;)
    Z niecierpliwością czekam na dalsze opowiadania, tak trzymać! :)

Odpowiedz na „adminAnuluj pisanie odpowiedzi

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>