Studniówka cz. 1

Studniówka to chyba najdłużej i najtęskniej wyczekiwana impreza, przynajmniej przez żeńską część szkoły, czego jestem żywym dowodem. Nie mogłam się na nią doczekać w zasadzie już od końca drugiej klasy liceum. I nie tylko ja. Razem z dziewczynami planowałyśmy co na siebie założymy, a przede wszystkim z kim przyjdziemy, bo tego żadna nas nie była pewna. Mimo tego, że wszystkie byłyśmy całkiem całkiem, nie chciałyśmy albo też nie potrafiłyśmy zatrzymać przy sobie na dłużej żadnego faceta. I tak sobotami włóczyłyśmy się po klubach, knajpkach, itd., itp. Z reguły wychodziłyśmy same z paroma złotymi w kieszeni, ale zawsze znajdowałyśmy frajerów sponsorujących nam wejściówki i drinki. Dobrze się bawiłyśmy i taki styl wolnych strzelców (albo strzelniczek?) nam w 100% odpowiadał.

Ale, wracając do studniówki, facet na taką noc nie powinien być przypadkowy. Postanowiłyśmy więc zacząć się rozglądać za potencjalnymi kandydatami i „pochodzić” z nimi na chwilę, jak już się jacyś pojawią.

Wakacje przeleciały, wrzesień, październik, a my byłyśmy nadal same. Na początku grudnia, kiedy tworzono listę gości obudziłyśmy się! I wpadłyśmy w popłoch: a to, że już nie znajdziemy, a jak znajdziemy to paskudnych i z dwoma lewymi nogami, itp. itd.

Nasze obawy były jednak nieuzasadnione. Już na następnej sobotniej imprezie poznałyśmy chłopaków marzeń. No proszę, jak się chce, to się da! Przynajmniej tak się nam wydawało! Ważne, że we troje byli kumplami, a to już się ceni. Mieliśmy paczkę do stolika. O naszych planach powiedziałyśmy im na czwartym czy piątym spotkaniu, bo musiałyśmy jeszcze nabrać pewności, że to to. Od razu się zgodzili i nie ma się co dziwić. A my im dłużej się z nimi spotykałyśmy, tym bardziej się nam podobali. Nie wiem, czy to kwestia autosugestii, czy tez nie, ale ogólnie byłyśmy bardzo pozytywnie nastawione do całej sytuacji.

W końcu nadszedł dzień, a raczej noc studniówki. Każda z nas była wypiękniona już od popołudnia. Co prawda zajęło nam to praktycznie cały dzień, ale efekt był!:

JA: postawiłam na klasykę w diabelskim wydaniu, czyli „mała czerwona” z odsłoniętymi ramionami i i plecami. Biust był grzecznie zasłonięty, może nawet aż za bardzo. Za to dekolt na plecach sięgał poniżej pasa. Tak nisko, że podczas chodzenia widać zza niego było czarne koronkowe stringi ze świecącymi cyrkoniami. Krótka sukienka odsłaniała zgrabne, szczupłe uda, a w tańcu także czerwoną podwiązkę założoną na szczęście na prawej nodze, na zwieńczeniu czarnych pończoch.

EWKA: też wybrała czerwień, ale mniej intensywną, o pomarańczowym odcieniu, świetnie podkreślającą rudość jej dość długich fal. Ona w przeciwieństwie do mnie mocno wyeksponowała swoje duże, piękne piersi. Dekolt jej ciasno przylegającej do ciała sukienki odsłaniał rowek między piersiami ujawniając, że dziewczyna nie ma pod spodem stanika. Jej częściowo odsłonięte piersi były niesamowicie ponętne, a gdy Ewa pochylała się, czy tańczyła, gwałtownie wychylały się zza sukienki, by kusić jeszcze bardziej. Zwracało to uwagę nie tylko wszystkich mężczyzn na sali, ale także ich partnerek, które nieustannie strofowały swoich samców. Ewka była jednak w swoim żywiole.

Ubóstwiała chwalić się swoim biustem. Dzięki niemu oplotła sobie już wokół palca niejednego samca. Na razie jednak jej palce zajmowały się srebrnym wisiorkiem, który zawieszony na szyi, swobodnie zwisał między piersiami. Był na tyle długi, że jej szczupłe palce nieprzerwanie oplatały go między piersiami w taki sposób, że równie mocno przykuwały wzrok. Ewa była mistrzynią aluzji i dwuznaczności. Niejednemu wyobrażał sobie co przezywa ten pieszczony wisior między jej kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. Niejeden penis chciałby być na jego miejscu, gdyby tylko mógł. Całe szczęście, że samcami nie żądzą wyłącznie pensy, bo wtedy studniówka zamieniłaby się w dzika orgię, czego nie ścierpiałoby surowe grono nauczycielskie.

OLA: odważna bestia! Swoja sukienką zaskoczyła nawet mnie – mistrzynię seksapilu. Zobaczyłam ja, kiedy wysiadała z samochodu. Na dworze zapadł już zmrok i księżyc oświetlał jej sylwetkę słabym światłem. Dojrzałam, że ma lekko upięte włosy, które falami spływały po ramionach. Spostrzegłam też, że sukienka, a raczej suknia, był długa, sięgająca kostek. Dopiero po wejściu do oświetlonego budynku przyjrzałam się jej czarującemu strojowi. Bladoróżowa suknia podkreślająca jej złote włosy delikatnie opinała całe jej ciało, aż po linię bioder, skąd zaczęła luźno zwisać. Największe wrażenie zrobił na mnie fakt, że cała była z koronki, przez co pudrowy odcień jej bielizny został przez nas momentalnie zauważony. I jeszcze jedno: rozcięcie z przodu sukni, które biegło wzdłuż wewnętrznej linii prawego uda.

Jej każdy krok przyprawiał mnie, od zawsze zafascynowaną jej ciałem, o zawrót głowy. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie patrzeć w okolicę jej krocza, kiedy chodziła. Odsłaniała najzgrabniejsze na świecie uda, otwierając wyobraźnie innych na to, co znajduje się dalej. Nie mogłam sobie wyobrazić, jakie uczucie mogło to wywoływać u mężczyzn. Ja czułam tylko przedsmak tego i słyszał coraz głośniejsze i dłuższe przełykanie śliny przez mojego mężczyznę. Musiałam sprawdzić, jak wielkie wrażenie wywarła na nim Ola i niby niechcący otarłam się pupa o jego krocze. Wyczułam nabrzmiewającego penisa. Nie był jeszcze widoczny spod spodni, ale czułam, że powoli zaczyna brakować mu miejsca. Choć go jeszcze nigdy nie widziałam, zaczynałam sobie wyobrażać co się dzieje w spodniach Marka. I choć jego podniecenia nie wywołałam ja, chciałam je utrzymać jak najdłużej. Tak, żeby rosło, kumulowało się przez całą noc. Żeby narastało, kiedy obserwował ją podczas tańca i opadało, kiedy znikała z jego pola widzenia. Patrząc w jego oczy, doskonale wiedziałam, kiedy podniecenie nie pozwalało mu usiedzieć w miejscu. Brał mnie wtedy do tańca tak, żeby nie widzieć jej rozchylających się ud, które w tańcu zdawały się zapraszać do siebie wszystkich mężczyzn i mocno przytulał, mimowolnie biegając za nią wzrokiem. Niesamowicie mnie to wszystko podniecało: ona ze swoim pięknym, wręcz idealnym ciałem top modelki i on, z twardym, nie mogącym się wyżyć przyrodzeniem. Wiedziałam, że się męczy. Ocierając się o jego krocze czułam go nieustannie. Sama też już pomału nie dawałam rady. Byłam wilgotna, a moje stringi przesiąknięte soczkiem, nie wchłaniały go już i dlatego spływał wolno po moich udach, rozsmarowując się po nich, kiedy tańczyłam.

Po północy, kiedy już byłam po kilku drinkach, postanowiłam ośmielić Marka. Nie mogłam już dłużej czekać. Moje podniecenie sięgało już szczytu. Tańcząc, nie mogłam przestać myśleć o seksie. Przytulałam się do niego i specjalnie ocierałam o penisa, drażniąc go udami i pośladkami. W końcu on sam nie wytrzymał… .

Ale o tym w części II.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>